wtorek, 16 grudnia 2014

Uwielbiam być mamą!

To nie żart! Naprawdę! Ci, którzy mnie znają trochę lepiej, pukają się pewnie teraz w czoło. Ci (te), którzy mnie znają trochę mniej, z uporem maniaka powtarzają "a nie mówiłam?". Niezależnie od tego, co mówią i myślą inni, ja uwielbiam być mamą!

Nie ukrywam, że zostałam mamą z totalnego przypadku i bez większej chęci. Wiek sprawiał, że zrobiłam się już wygodna i wcale nie miałam ochoty pakować się w tzw. pieluchy. Poza tym, chciałam podróżować, nurkować, poznawać świat i ludzi, chłonąć życie każdą cząstką siebie, rozwijać się osobiście i naukowo i robić nadal tysiąc rzeczy na raz, tak jak do tego przywykłam. Aż tu nagle "klops"... Dwie kreski na teście ciążowym i... wszystko nie tak jak chciałam...

Na szczęście, życie pisze własne scenariusze i pokazuje nam, że to, co nam się wydaje... tylko nam się wydaje... Odkąd jest Dziubdziub, wszystko się zmieniło... na lepsze. Dopiero teraz mogę poznawać świat i ludzi. Dzięki Dziubdziubowi wiem, kto jest wart mojej uwagi i zaangażowania, kto jest ze mną, bo mu zależy na mnie, a nie tylko na nim samym (egoiści uciekają od osób, które mają dzieci). Teraz rozwijam się i poznaję siebie znacznie lepiej niż zanim zostałam mamą. Co prawda, nie robię już tysiąca rzeczy na raz. Nie nurkuję już tak często, jak wcześniej (choć wciąż to uwielbiam), bo po prostu nie mam na to aż tyle czasu (szkoda, że nie wszyscy to rozumieją...). Jestem bardziej nieuporządkowana niż wcześniej albo może bardziej to teraz widać. W domu nie ma idealnego porządku. Z resztą nigdy go nie było, ale cóż, teraz jest troszkę gorzej... No i nie mogę pominąć faktu, że jest cholernie ciężko. Czasem tak bardzo, że mam ochotę zwiać na bezludną wyspę albo zawołać "niech ktoś zabierze ode mnie to dziecko!" Ale to są tylko złe chwile, momenty macierzyńskiego kryzysu, które na szczęście bardzo szybko przechodzą. A jak przejdą, to jest fantastycznie! Uwielbiam patrzeć, jak Dziubdziub poznaje nowe rzeczy, zaczyna mówić nowe słowa. Uwielbiam, gdy się do mnie tuli, całuje, przesyła buziaki, gdy wychodzę do pracy i wita mnie uśmiechem od ucha do ucha i radosnym "MAMA!" Uwielbiam oglądać z nią bajki i ćwiczyć jogę - tak, tak, to już mała joginka! Uwielbiam wspólne wizyty na basenie, gdzie Dziubdziub z ogromnym zaangażowaniem chlapie wszystko i wszystkich naokoło, próbuje swoich sił w samodzielnym pływaniu i nurkuje, zupełnie jak mama. Cóż, jak widać niedaleko pada jabłko od jabłoni...

Bycie mamą to jednak najlepsze, co mnie w życiu spotkało. Już zawsze będę dziękować losowi/Opatrzności, że tak pokręcił moje drogi i splótł wydarzenia, że zostałam mamą. To duma i zaszczyć być mamą takiej cudownej dziewczynki, jak mój Dziubdziub.

Dziękuję!

piątek, 12 grudnia 2014

Be Beauty - piękne Olsztyńskie Blogerki znów razem...

Olsztyńskie Blogerki znów się spotkały! Co prawda od tego spotkania minął już prawie miesiąc, ale tak czy inaczej warto o nim troszkę opowiedzieć. Poza tym, czyż to nie dobry pretekst, żeby wrócić na "blogerskie łono" z nowym postem. No dobra, nie będę się rozczulać nad tym, jak to mam mało czasu, jak to mi brakuje weny i dopadł mnie blogowy marazm, bo w ten sposób nie wrócę do Was... Zatem do rzeczy...

Spotkałyśmy się w bardzo zacnym gronie, 15 listopada 2014 roku w kawiarni położonej nad brzegiem jeziora Krzywego Hangloose Caffe. O mamo!! Ależ to oficjalnie brzmi! Jakbym pisała sprawozdanie! A przecież wcale nie mam ochoty szykować kolejnego sprawozdania (tych mam pod dostatkiem w pracy...). Chcę się z Wami podzielić swoimi wrażeniami, spostrzeżeniami i przeżyciami z bardzo fajnego spotkania.
Dotarłam do Hangloose Caffe nieco spóźniona, bo... się zgubiłam. We własnym mieście! No ale przecież nie sposób znać wszystkich knajp, nawet w mieście, w którym mieszka się od urodzenia, tym bardziej, że ta jest stosunkowo nowa i jeszcze w niej nie byłam. Przywitało mnie jedenaście uśmiechniętych Bab (dziewczyny, mam nadzieję, że się nie obrazicie... Te "baby" to z sympatią...) i bardzo elegancko udekorowany stół. Każda z nas miała wyznaczone miejsce przy stole i to nie karteczkami, jak na weselu, lecz pięknymi spersonalizowanymi torbami, wykonanymi przez firmę Szata. Mój Dziubdziub prezentuje się na tej torbie urzekająco! Z resztą zobaczcie sami:

Torba z wizerunkiem Dziubdziuba - urocza!
 Hasło przewodnie spotkania mówi samo za siebie - Be Beauty, więc i treść była... hmmm... piękna... W naszym babskim gronie mogłyśmy porozmawiać o wszystkim, co dotyczy wyglądu. A zaczęłyśmy od sprawy, a właściwie DWÓCH spraw, najważniejszych dla kobiety, czyli od pogawędki o biustach. Która z nas nie chce, żeby jej biust wyglądał ładnie, ponętnie, a do tego, żeby było po prostu wygodnie. Jedynym na to sposobem, jest odpowiedni biustonosz. I tu przyszła z odsieczą Kasia Ludwiszewska ze Studio Bra. Kasia jest profesjonalną brafitterką i dobiera staniki, jak nikt inny. Mogę polecić ją z czystym sumieniem, bo już wcześniej korzystałam z jej pomocy w doborze stanika sportowego. Opowiedziała nam ze szczegółami jak dobierać, zakładać i nosić biustonosz, żeby móc dumnie wypiąć pierś do przodu. A po prezentacji, każda z nas miała możliwość osobistych konsultacji i doboru bielizny. Kobiety, wierzcie mi, naprawdę WARTO!

Instrukcja obsługi biustonosza
Kobiecy raj...
Ola, jedna z organizatorek, uraczyła nas krótką prezentacją ciekawego sprzętu  SodaStream. Urządzenie troszkę mnie zaskoczyło, bo z wyglądu kompletnie nie przypomina starego, dobrego syfonu do wody gazowanej. Moi rodzice mieli taki ze szkła otoczonego siatką w kolorze złota. Wyglądał tandetnie, ale jaką robił dobrą wodę gazowaną... Mmmm, wspomnienia... SodaStream to taka bardzo nowoczesna wersja syfonu. I choć ja osobiści już od dawna nie pijam wody gazowanej, dzieciaki, które były na naszym spotkaniu, były zachwycone. Tym bardziej, że do nagazowanej wody producent przewidział syropy o różnych smakach.

Syfon do wody gazowanej nowej generacji
 Na koniec, z wizytą do bandy Bab przyszedł z Akademii Zdrowia przystojny trener personalny (odważny...). Opowiedział nam troszkę o tym, co zrobić, żeby utrzymać sprawność fizyczną i smukłą sylwetkę. Szkoda tylko, że nie pokazał nam jakiegoś skutecznego zestawu ćwiczeń do wykorzystania w domu. No dobra, która z nas zmobilizuje się do samodzielnych ćwiczeń w domu - lepiej wyjść do jakiegoś klubu fitness i poćwiczyć w dobrym towarzystwie, pod okiem jakiegoś przystojnego trenera...

Takiego trenera to można nie tylko posłuchać, ale też na niego popatrzeć...
W międzyczasie raczyłyśmy się pyszną kawą, ciasteczkami, kanapkami i ciachem. Lunch może nie był najbardziej udany (no cóż, to jedyny punkt programu nad którym mogę ponarzekać...), ale to tylko drobny szczegół, który moim zdaniem zupełnie nie wpłynął na atmosferę spotkania. A dyskusjom nie było końca i nikt nie ważył się przerwać (bo trzeba mieć niezłą odwagę, żeby przerwać kobietom rozmowę).

Ożywiona dyskusja...
Zasłuchane... Bo temat niezwykle ważny...
Mniam...
Nie mogę nie wspomnieć też o paru niespodziankach od sponsorów spotkania. O przepięknych torbach od firmy Szata już wspominała. Ale poza tym, firma Coloris uraczyła nas drobnym zestawem kosmetyków, których przyznam szczerze, jeszcze nie zdążyłam wypróbować. Natomiast od firmy Kupiec czekała na nas torba łakoci i książeczka z bardzo ciekawymi przepisami (naprawdę wartymi wypróbowania). Z tych wszystkich produktów do zjedzenia, najbardziej przypadły mi do gustu ciasteczka zbożowe i oczywiście moja ukochana kasza jaglana, z której jak z ziemniaka za czasów PRLu, można przygotować tysiąc potraw.

Pyszności od firmy Kupiec
Torby z kosmetykami od firmy Coloris
Cóż zatem powiedzieć na koniec? Było smacznie, zdrowo i pięknie... Naprawdę Beauty! Dziękuję organizatorkom: Oli z rodzinkazinnegoswiata.pl i Sylwii z julkaijejmiejscenaziemi.blogspot.com/ za czas i pracę włożoną w zorganizowanie naszego spotkania; sponsorom:
Hangloose Caffe, Szata, Studio Bra, Akademia Zdrowia, Coloris, Kupiec, SodaStream za pomoc i przychylność i Wam dziewczyny za wspólne fajne chwile. Do zobaczenia na następnym blogowym spotkaniu! Już się nie mogę doczekać...


Uczestniczki spotkania Be Beauty w komplecie
A oto uczestniczki spotkania Be Beauty:
- Monika z http://zurnalistka.blogspot.com/
- Ania z www.dziecieceklimaty.pl
- Asia z notosruu.blogspot.com
- Karolina z bryndalskiswiat.blogspot.com
- Kasia z www.katiuszka1988.blogspot.com
- Agnieszka, czyli ja, z zmotylemnadloni.blogspot.com
- Ilona z panirolnik.blogspot.com
- Ania z anibarpiomar.blogspot.com
- Magda z www.magdalenasulwinska.pl
- Edyta z http://weekendowa-kuchenka.blogspot.com/

czwartek, 11 grudnia 2014

17 miesięcy Dziubdziuba

To już 17 miesięcy odkąd Dziubdziub wywróciła moje życie do góry nogami. Ależ ten czas pędzi, chciałoby się rzec, ale... Czas mija dokładnie tak jak powinien. Jeśli dostrzegamy małe rzeczy i umiemy się nimi cieszyć, czas nie ucieka, tylko płynie, jak spokojna woda... Jak to filozoficznie zabrzmiało! Chyba nie ma w tym nic dziwnego, że takie dni jak dziś nastrajają troszkę filozoficznie. Odkąd jest Dziubdziub, mnie takie chwile nastrajają bardzo radośnie i optymistycznie. To najpiękniejsze 17 miesięcy w moim życiu. I nie mówię, że pięknie to znaczy łatwo, bo wcale nie jest łatwo. Każda mama wie o tym doskonale. Piękno tych miesięcy, to możliwość poznawania kogoś, kto życie dopiero poznaje z ogromnym entuzjazmem i zaciekawieniem, to możliwość uczenia się poznawania świata oczami dziecka, uczenie się tego na nowo...
Dziubdziubie jesteś małą spryciulą, niesamowicie spostrzegawczą i dzięki temu nowych rzeczy uczysz się w mgnieniu oka. Uwielbiasz rysować, naklejać naklejki (wszędzie gdzie się da), grać w piłkę. Tańczysz, jak mała baletnica, a czasem nawet sama sobie do tego tańca śpiewasz. No i uwielbiasz książki. Uwielbiasz je oglądać, opowiadać i słuchać, gdy ktoś Ci je czyta. Istny mól książkowy...
Rośnij zdrowa i szczęśliwa! Kocham Cię mój Aniołku!

Czyż ten nie uśmiech powala na kolana...

wtorek, 4 listopada 2014

Doba za krótka? Żyj chwilą...

"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" Hmmm... Coś w tym jest.

Odkąd wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, jestem w ciągłym niedoczasie. A w trakcie urlopu wydawało mi się, że moja doba jest za krótka. I nie ma w obu stwierdzeniach ani krztyny nieprawdy. Wtedy byłam inaczej zorganizowana/niezorganizowana, niż teraz, więc brak czasu na wszystko, co bym chciała jest tak samo realny teraz, jak wcześniej.

Nie, nie... Absolutnie nie chodzi mi o narzekanie, czy skarżenie się jak to mi źle. Naszła mnie po prostu refleksja, że czas potrafi uciekać w zastraszającym tempie i warto chwytać chwile. Przez rok mój dzień był zorganizowany rozkładem dnia Dziubdziuba. Nasza codzienność była pełna rutyny i przewidywalna, ale... wspólna... I choć często wychodziłam z siebie i miałam ogromną chęć zwiać gdzieś na bezludną wyspę, choć niemal błagałam o towarzystwo dorosłych, a nie tylko niespełna rocznego szkraba, był to czas bardzo cenny i wartościowy. Mogłam każdego dnia obserwować jak rozwija się ta mała istotka, co nowego potrafi, jak bardzo jest ciekawa świata i uczyć się tej ciekawości od niej.

I teraz "nagle" ten czas naszego wspólnego uczenia się siebie nawzajem skurczył się do kilku godzin dziennie. Ja mam cały stos nowych obowiązków, a Dziubdziub poznaje w tym czasie świat w towarzystwie obcej (choć fantastycznej) niani. I choć bardzo brakuje mi bycia z nią całymi dniami, uczę się wykorzystywać to, co mamy. Nie nadrabiam mojej nieobecności, bo tego nie da się zrobić, ale staram się wykorzystywać te chwile, które spędzamy razem. Często wiąże się to z rezygnacji z innych planów czy pomysłów, ale przecież trzeba ustalić jakieś priorytety.

Zatem cieszę się z tego wspólnego czasu, który mam, z tego, że wciąż mogę obserwować i uczyć się od najlepszego Nauczyciela na ziemi - od własnej córki. I cieszę się, że w tym całym "niedoczasie", jestem w stanie znaleźć choć chwilę na swoje pasje. Mimo, że jestem kompletnie niezorganizowana, daję radę...