wtorek, 4 listopada 2014

Doba za krótka? Żyj chwilą...

"Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" Hmmm... Coś w tym jest.

Odkąd wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, jestem w ciągłym niedoczasie. A w trakcie urlopu wydawało mi się, że moja doba jest za krótka. I nie ma w obu stwierdzeniach ani krztyny nieprawdy. Wtedy byłam inaczej zorganizowana/niezorganizowana, niż teraz, więc brak czasu na wszystko, co bym chciała jest tak samo realny teraz, jak wcześniej.

Nie, nie... Absolutnie nie chodzi mi o narzekanie, czy skarżenie się jak to mi źle. Naszła mnie po prostu refleksja, że czas potrafi uciekać w zastraszającym tempie i warto chwytać chwile. Przez rok mój dzień był zorganizowany rozkładem dnia Dziubdziuba. Nasza codzienność była pełna rutyny i przewidywalna, ale... wspólna... I choć często wychodziłam z siebie i miałam ogromną chęć zwiać gdzieś na bezludną wyspę, choć niemal błagałam o towarzystwo dorosłych, a nie tylko niespełna rocznego szkraba, był to czas bardzo cenny i wartościowy. Mogłam każdego dnia obserwować jak rozwija się ta mała istotka, co nowego potrafi, jak bardzo jest ciekawa świata i uczyć się tej ciekawości od niej.

I teraz "nagle" ten czas naszego wspólnego uczenia się siebie nawzajem skurczył się do kilku godzin dziennie. Ja mam cały stos nowych obowiązków, a Dziubdziub poznaje w tym czasie świat w towarzystwie obcej (choć fantastycznej) niani. I choć bardzo brakuje mi bycia z nią całymi dniami, uczę się wykorzystywać to, co mamy. Nie nadrabiam mojej nieobecności, bo tego nie da się zrobić, ale staram się wykorzystywać te chwile, które spędzamy razem. Często wiąże się to z rezygnacji z innych planów czy pomysłów, ale przecież trzeba ustalić jakieś priorytety.

Zatem cieszę się z tego wspólnego czasu, który mam, z tego, że wciąż mogę obserwować i uczyć się od najlepszego Nauczyciela na ziemi - od własnej córki. I cieszę się, że w tym całym "niedoczasie", jestem w stanie znaleźć choć chwilę na swoje pasje. Mimo, że jestem kompletnie niezorganizowana, daję radę...